Magia? Filoksenia? Serdeczność?
Kreta to nie tylko piękne plaże i widoki, pyszna kuchnia i zabytki. Kreta dla nas to też, a może przede wszystkim ludzie, którzy swoim zachowaniem sprawili, że czujemy się tam wyjątkowo naturalnie, zewsząd bije przyjaźń, uśmiech i ten luz, którego cały czas chcemy się nauczyć.
Jesienią wydarzyła nam się przygoda, której nie życzymy nikomu. Finał przygody jest szczęśliwy, właśnie dzięki magicznemu podejściu do drugiej osoby.
Podczas podróży do Polski, załadowani na maxa – 4 walizki podręczne, jeden wózek, dwójka Naszych kochanych urwisów (starszy szuka ładowarki, młodszy szuka misia), spadające maseczki, check in, boarding i… w końcu siedzimy w samolocie. Nagle ogłoszenie – ktoś zostawił bagaż przy boardingu! Ale gapa – powiedziałem do Ani, może nawet użyłem dosadniejszego słowa, no bo jak można zapomnieć bagażu???
No więc można, uwierzcie mi, że można 🙂 a dowiedziałem się o tym dopiero w Warszawie, gdy po wylądowaniu, otworzyłem schowek nad głową i doliczyłem się jedynie 3 walizek….
Obsługa samolotu na plus – uspokoiła moje skołatane nerwy i zapewniła, że wszystko jest do ogarnięcia. W Lost&Found na lotnisku było już nieco inaczej. W skrócie, pokazano mi środkowy palec i kazano kontaktować się z lotniskiem w Chanii. W biurze LOT bardzo zapracowana Pani ozięble powiedziała, żebym maila wysłał do LOTu opisując swój problem, poinformowała przy tym, że napewno będą dodatkowe koszty dla mnie za to, że zostawiłem bagaż bez opieki, a na koniec dodała, że i tak „oni” nie sprowadzą mi tej walizki.
Pomyślałem – Pięknie! Walizka w której był dron, laptop, cały dodatkowy sprzęt foto (gimbal, aparat, ładowarki) przepadnie, do tego zapłacę mandat i tak się skończy moje gapiostwo…
Minęło kilka chwil, kilka rozmów, próśb, błagań o pomoc, że z dziećmi, że nawaliłem, że przepraszam, że przecież leciałem LOTem, że jestem ich klientem itd. itd. No way! Radź se człowieku sam!
Dalej było już inaczej, dalej było już po Kreteńsku! Tak jak powinno być!
Jeden telefon do przyjaciela z Agia Marina – Niko. Drugi telefon już od niego po 20 minutach prosto z lotniska w Chanii. Policja chce ze mną pogadać przez telefon, przepraszają mnie w rozmowie! Mówią że jest im smutno, że mi się to wydarzyło, przytrafiło, że oczywiście pomogą! Mam powiedzieć jakiego koloru był komputer i co jeszcze było w walizce. Wszystko się zgadza, znowu mówią, że im przykro, przepraszają(za moją głupotę)! Informują mnie, że walizka będzie przekazana Sir Niko (bez upoważnienia potwierdzonego notarialnie, bez mandatów, bez fochów, much w nosie, bez gardzenia). Przecież Niko to mój przyjaciel i skoro coś takiego mi się przytrafiło to NATURALNIE przekazuje policja walizkę właśnie jemu bo przecież przez telefon najłatwiej było to wszystko potwierdzić, uwierzytelnić itd. Procedury? Co to są procedury?
Dalej jest jeszcze weselej! Niko opowiada o moim gapiostwie Dimitrisowi (kolejny znajomy) ten dzwoni od razu do mnie, a my nie dojechaliśmy nawet do parkingu! Dimitris przekazuje mi informacje, że wie o pewnej osobie – Polce, z zaprzyjaźnionego biura, robiącego tak jak my, też jednodniowe wycieczki po Krecie, która w najbliższym czasie udaje się do Polski. Kolejny telefon już od Karoliny z informacją, że w najbliższych dniach jedzie do Polski i może pomóc w transporcie mojej walizki.
I co? Można? 🙂 I da się? 🙂
Wiem, że sprawcą całego zamieszania jestem tylko i wyłącznie ja. Zrobiłem coś co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło, natomiast dzięki temu zdarzeniu doświadczyłem na własnej skórze pomocy bezinteresownej, takiej zwyczajnej, ludzkiej, z którą na co dzień niestety mam mało do czynienia. Pościg za kolejnym dniem powoduje, że czegoś nie zauważamy, o czymś zapominamy. Potrzeba mi Krety, potrzeba mi tego „siga siga” by móc to doświadczać na co dzień.
Dlatego proszę, pamiętajcie o swoich walizkach na lotnisku !!! 🙂
